Ciężko się pisze w edytorze jak Ci wciąż resetuje połączenia i wpis
szlag trafia. Wyrobienie sobie odruchu ctrl+c przed każdym zapisaniem
tekstu jest kluczowe. No cóż nie po raz to pierwszy kiedy wszystko muszę
pisać od nowa. Ale bez nerw.
Byłem w Polsce po 2 latach i 3 mcach. Wrażenia? Jakaś tam nutka
sentymentalna się we mnie obudziła gdy samolot zaczął obniżać lot nad
Gdańskiem. Śliczna starówka, w oddali bursztynowa powłoka Baltic Areny. Jednak pierwsze co odczułem to dotkliwe zimno, szarość i
ponurość krajobrazu.
Drugie wrażenie już po przybyciu do rodzinnej Ostródy? Koszmarnie
wysokie
ceny. Ogromny wzrost cen paliw, bardzo drogie kosmetyki, wyraźnie
droższa żywność. I ludzie też smutni. Wiadomo zima, to musi być zimno, a
drzewa bezlistne, ale dlaczegóż na twarzach tych wszystkich rodaków to
rozgoryczenie i zniechęcenie, od snujących się po centrum handlowych
nastolatków, przez panie na kasach w markecie po policjantów w radiowozie?
Przecież
kraj ogrzewa słońce Peru. Miał być cud gospodarczy, skok cywilizacyjny, czyżby coś poszło nie tak? Owszem cieszyły oko nowe inwestycje w rodzinnej
Ostródzie dające nadzieję, że komfort życia mieszkańców się poprawi, że
powstaną nowe miejsca pracy. To jednak inwestycje lokalnych
przedsiębiorców i samorządu.
Tam gdzie działają Tusk i koledzy
jest wielka kupa. Rozbudowa dróg krajowych nr 16 i 7 została uwalona na
ostatnim etapie przygotowań. Przyzwyczajony do hiszpańskich autostrad z
niejaką zgrozą przyglądałem się sznurowi aut sunących po pofałdowanym
asfalcie bez szansy na bezpieczne wyprzedzanie. Tu prawie nic się nie
zmieniło przez ostatnie dwa lata. Kilka nowych kilometrów dwupasmowej
siódemki na drodze, która ma tych kilometrów od Gdańska po Chyżne z 700
prawie to bardzo drobny kroczek naprzód. Lepsze to niż nic, ale w takim
tempie drogi tej nie ukończą i za 30 lat.
Mając dostęp do
polskiej TV sobie na bieżąco śledzę to wszystko co się nad Wisłą dzieje.
A to jeden idiota minister z drugim wdroży spartaczoną ustawę
refundacyjną, a to prokurator wojskowy sobie usta prochem osmali w
geście protestu przeciw likwidacji zatrudniającej go instytucji.
Apropo.
A kiedy to pod budżetowy nóż położy się Urzędy Kontroli Skarbowej? Czy
jakby przyszło co do czego to by sobie jeden naczelnik z drugim
chcieli zrobi sepuku? Wątpię. Do tego trzeba mieć minimum honoru. Pan
Pułkownik Przybył bez wątpienia jakiś spójny system wartości
reprezentuje. Co reprezentują biurokraci z UKSu?
Ugania się taki urząd zupełnie bez sensu za zbankrutowanym x lat temu drobnym
przedsiębiorcą, przebywającym na dodatek od dłuższego czasu za granicą, generując koszty postępowania, nie uzyskując do budżetu
nic. W ostatniej chwili przed upłynięciem 5 letniego okresu
przedawnienia na postępowanie karno-skarbowe rozpoczęli od nowa
jątrzenie w mojej bardzo już przebrzmiałej sprawie. Wszystko w zgodzie z
"prawem". Cel? Ratowanie budżetu? Dbanie o interes podatników? A może
dowalenie niepokornemu Dąbrowskiemu?
No bo co. Postępowanie karno-skarbowe może się skończyć wysoką grzywną,
uznaniem za winnego i wpisaniem do rejestru skazanych, oczywiście
wszystko po to by "zachęcić" mnie do spłaty zadłużenia w wysokości ponad
już 200000 zł. Jak mi dołożą jeszcze ze 25000 grzywny i zasrają w
papierach karalnością będzie mi łatwiej podjąć pracę no i "naprawić
wyrządzoną budżetowi Państwa szkodę".
A taką grzywnę to muszę prędziutko zapłacić, bo jak nie to mnie jeszcze do paki posadzą.
Czyż to nie logiczne? Czyż nie jest to realizacja polityki państwa
zmagającego się ze starzeniem społeczeństwa? Młode, wykształcone
małżeństwo z dwójką dzieci, którym pierwszy biznes się nie powiódł
dostaje właśnie "szansę" na zaczęcie w Polsce wszystkiego od nowa. Musi
tylko spłacić grzecznie "dług" i wtedy być może III
RP w swej łaskawości odstąpi od ukarania mnie.
Problem w tym, że pieniędzy w tej ilości nie mam i nigdy nie miałem. Mus
mi je skombinować szybko, albo mi wilczy bilet do POlski grozi, chyba
już dożywotnio. To co mam zrobić? Okraść kogoś? Napad skombinować?
Wygrać na loterii?
Czy biurokraci z UKSu takie kalkulacje robią? Wiem, że czytają mojego
bloga, że niuchają po necie ślady mojej wywrotowej działalności.
Zbierają pieczołowicie jak pszczółki pyłek czy raczej muchy kawałki gówna
"haki" na mnie. Cały wielki urząd przeciwko mnie. Czym sobie
zasłużyłem? Za tę pikietę sprzed 3 lat prawie? Przepraszam. Poniosło
mnie. Ale przecież mogłem dokonać aktu samospalenia, albo przykuć się do
kaloryfera w gabinecie naczelnika. Powstrzymałem się. Jestem jednak z
gruntu niereformowalny i antypaństwowy trza mnie przykładnie ukarać ku
przestrodze.
Czy tacy urzędnicy i inni budżetowi pracownicy mają świadomość, że utrzymują się z pracy i podatków takich osób jak ja i ich biurokratyczny raj nie musi trwać wiecznie? Jeśli w Polskę co rusz będą szły sygnały, że jak Ci się przedsiębiorco niechby tylko raz noga powinie to Cię organa III RP zgnoją tak dokumentnie, że już się nigdy nie podniesiesz, to kto w najbliższej przyszłości będzie bulił te wszystkie VATy, Sraty i ZUSy?
I dlatego ton mojej retoryki jest taki a nie inny. Jestem kimś kto nie poważa jaśnie państwa urzędników, nie kocha władzy obecnej,
ba! nie szanuje jej nawet! Taki osobnik to narośl złośliwa na zdrowej
tkance narodu.
To, że UKS nie broni żadnego interesu, chyba nawet swojego własnego, nie
muszę już przekonywać. Toczą ze mną małą wojenkę bo się im naraziłem.
Będą udowadniać, że miałem i mam kupę kasy, że złośliwie i rozmyślnie
nic nie płacę choć mogłem. Ja odpowiedź mam na to tylko jedną. Zupełnie
bez pieniędzy żyć się nie da, więc owszem pieniądze jakieś tam mam.
Gdyby UKS naliczył mi tyle ile się rzeczywiście należało czyli jakieś
40000 + odsetki stanął bym na głowie i zaczął to spłacać.
Jaki mam jednak cel w obarczaniu swojego marnego budżetu obciążonego
kosztami utrzymania dwójki dzieci spłatą zadłużenia, którego w tej
wysokości spłacić i tak się nie da? Że może Naczelnik US czy UKS, czy
potem sędzia spojrzą na mnie łaskawszym wzrokiem? Że choć próbowałem,
starałem się? Bzdura. Tu decyduje czysta uznaniowość i widzimisię
takiego czy innego funkcjonariusza publicznego. Każdy mój wysiłek,
choćby nadludzki może zostać zbagatelizowany, a intencje podważone.
Kiedy współpracowałem z UKSem i byłem pełen jak najszczerszej woli do
załatwienia sprawy zostałem tym surowiej i dotkliwiej ukarany. Zatem
teraz nie mam już zamiaru współpracować aż do momentu, w którym należny
podatek zostanie sprowadzony do REALNEJ wysokości. Nie uznaję i nigdy
nie uznam wyliczeń UKSu w tej wysokości zatem nie będę płacił, aż do
chwili, w której organa podatkowe nie przystaną na sensowną ugodę.
Organa jednak , mimo moich wielokrotnych wysiłków, ugody nie chcą. US na
przykład kilka miesięcy temu odrzucił moją propozycję układu ratalnego i
częściowego umorzenia. Nie ponoszę za to żadnej odpowiedzialności. Nie
uchylam się od zobowiązań, ale tylko od tych, które odzwierciedlają stan
faktyczny, a nie jednostronnych wyliczanek urzędników UKSu, które
przyklepali potem ich kumple z Izby Skarbowej - iście po koleżeńsku.
Moje argumenty można było olać, nie odnieść się do nich
merytorycznie, albo udać, że ich nie podniosłem, bo w końcu co takiemu
jednemu czy drugiemu urzędasowi za taką samowolkę grozi? Ano nic. Może
robić co mu się żywnie podoba bez żadnych konsekwencji.
Mogą urzędnicy do znudzenia cytować mi takie czy śmakie paragrafy, ale
rzeczywistości i praw ekonomii zakląć się nie da. Nie pozwolę zrobić z
siebie ekonomicznego niewolnika, nie będę się układał na siłę gdy z
drugiej strony spotyka mnie tylko wrogość i arogancja.
Ten groteskowy serial chyba nigdy się nie skończy. Pozostaje wzruszyć ramionami i się przesadnie nie przejmować. A jeśli przez kolejne x lat mam się w Polsce nie pojawiać? Jakoś to przeżyję.