Tagi
WPADŁO TU PRZYPADKIEM OSÓB



Urodziłem się w świetnym roku 1977 gdy spodnie jeszcze obowiązkowo uciskały krocza a głowy zdobiły afro. To było wtedy gdy Starsky i Hutch walczyli z Koyakiem o dusze telewidzów, a towarzysz Gierek kończył przeżerać miliony zagranicznych kredytów.

Dekada lat 80tych to moje rozkoszne dzieciństwo, niekończące się powtórki "Czterech Pancernych i Psa" w TV, czarne okulary generała, no a u schyłku dziesięciolecia wejście w erę kamienia łupanego gier komputerowych. Od Atari, przez ZX Spectrum po (to już lata 90te) Amigę. Te pierwsze nieporadne gry kształtowały moją wyobraźnię i w dużej mierze wypełniały szare realia Polski przełomu ustrojów.

Do szkół uczęszczałem, nauki pobierałem, uczniem byłem krnąbrnym, ale bez przesady. A potem to już studia, a po studiach (to już kolejna dekada) krótkie prace w urzędach, mniej i bardziej udane próby biznesowe, wreszcie atak służb skarbowych za aktywne zwalczanie bezrobocia w kręgu własnej rodziny - konkretnie handel na Allegro.

Wciąż muszę walczyć o swoje, ale postanowiłem nieco złagodzić ton. Gdyby nie to wszystko nie byłbym tu gdzie teraz i nie robiłbym tego co robię. Żyłbym nudniej. Więc wszystko ma swoje dobre strony.

Po latach smutnych doświadczeń wiem jedno: z biurokracją się nie negocjuje - biurokrację trzeba zniszczyć. Można to wszakże czynić z uśmiechem na ustach.

Poglądy jak widać, mam ultrawolnościowe, ale w żadnym razie nie anarchistyczne. Ot żyję w przeświadczeniu, że prawdziwymi obywatelami są tylko wolni ekonomicznie ludzie w pełni odpowiedzialni za swoje działania.



Napisz do mnie: tokida@wp.pl;
gg 3596552



MOJE ARGUMENTY NA RZECZ LIKWIDACJI ZUSu.




ROBERT GWIAZDOWSKI i JEGO PRZESTROGA


środa, 09 maja 2012
Niemal dokładnie 25 lat temu gdy piszę te słowa (jest 10:45) załoga Iliuszyna 62M prowadziła heroiczną walkę o ocalenie samolotu po bardzo poważnej awarii silnika i dekompresji kadłuba. Ta katastrofa jest najtragiczniejsza nie tylko ze względu na liczbę ofiar - przebieg wypadku - długa walka o ocalenie wiązała się bez wątpienia z potwornym stresem załogi i pasażerów, którzy z każdą minutą musieli być coraz bardziej świadomi powagi sytuacji.

Większość katastrof lotniczych ma gwałtowny przebieg, a do problemów dochodzi albo tuż po starcie, albo przy podejściu do lądowania. W przypadku "Kościuszki" było inaczej. Od momentu eksplozji w silniku (po 13 minutach od momentu startu) do  momentu uderzenia w ziemię w Lesie Kabackim upłynęło aż 40 minut. Niełatwo mi to sobie wyobrazić. W tylnej części samolotu szaleje pożar, piloci desperacko walczą o ocalenie. W takich warunkach każda sekunda musi być wiecznością.



Główne stacje informacyjne nad wyraz skąpo informują o tej smutnej rocznicy z tego co widzę. Syndrom Smoleńska robi swoje, bo przecież nic tragiczniejszego od Smoleńska nie było i nic być nie może, no co najwyżej Kampania Wrześniowa i Powstanie Warszawskie. Jakoś pamięć o katastrofie "Kościuszki" nie ma szczęścia. Przez lata większość Polaków myliła ją z wypadkiem, który miał miejsce 7 lat wcześniej. Tam też spadł Ił 62, też podczas lotu transatlantyckiego, też obok lotniska Okęcie, ofiar też było wiele ale i tak 2 razy mniej - tyle, że tam na pokładzie znajdowała się popularna piosenkarka Anna Jantar. 183 anonimowych trupów na mało kim robi wrażenie, a martwy celebryta to jest coś. Tak było i kiedyś i jest dziś.

W tym kontekście ze Smoleńskiem cóż może się równać? Tyle znanych ludzi zabitych w jednej chwili i miejscu. A jednak wszyscy jesteśmy równi wobec śmierci. A ofiary samolotu "Kościuszko" zasługują na pamięć i choć krótką modlitwę. Dziwi, że polskie media wolą dziś epatować defiladą zwycięstwa w Moskwie miast oddać należyty hołd zabitym w najtragiczniejszej katastrofie po II wojnie światowej nie tylko lotniczej, ale w ogóle. To władze ZSRR usiłowały mataczyć przy ustaleniach komisji na temat przyczyn katastrofy w lesie kabackim. Na szczęście nie udało się ukryć prawdy, że zawinili nie piloci, a partacki remont silnika i niezgodne z normami przeróbki w turbinach. 

Dziś przy pomniku w Lesie Kabackim na próżno szukać oficjeli. Pojawią się tylko wysłannicy PLL Lot i władz Ursynowa, jeśli wierzyć temu co w zdawkowym materiale podali w TVN24.
sobota, 05 maja 2012
Kiedy już przestałem tak się emocjonować sprawą J. Tymoszenko i bohaterską postawą komisarzy europejskich, którzy w iście bohaterskim stylu zbojkotują Ukrainę pojawiły się nowe ekscytujące wątki.

Najpierw "koko spoko". Przyśpiewka na ludowo w wykonaniu sympatycznych babinek wstrząsnęła buraczano-wielkomiejskim poczuciem estetyki muzycznej "dzieci neo". Internet zagotował się z oburzenia. Kwejki, gnioty i inne takie portale zasypano prześmiewczo-krytycznymi grafikami bezlitośnie piętnującymi obciach i zacofanie naszego nowego euro-hymnu.

Cepelia i babinki to coś co nuworysza z miasta boli najbardziej. Przypomina mu, że jeszcze sam za młodu biegał po polu w krótkich porciętach i gnój widłami przerzucał. A może nawet nie on sam, a jego ojciec? Nic to. Okrutnie zawstydzające doświadczenie. Trzeba od tego wsiowego dziedzictwa ogniem i żelazem się odciąć.

Słuchać dużo "Feela" i "Dody" i poczuć się "mainstreamowo". W sukurs zakompleksionym, roztrzęsionym z gniewu na bezwstyd jarzębinowych babinek ludkom pośpieszyła sama UEFA. Już w 2 dni później zademonstrowało w TV video klip z udziałem jakiejś bardzo podrzędnej pop gwiazdki kręcącej czarnym tyłkiem w rytm tandetnego dance.

W tle palmy, dużo murzynów i drinków kokosowych, bo jak "koko" to tylko takie z orzecha, a nie jakieś rodem z kurnika! Tfu! Bo chodzi o to, żeby było światowo. A nic nie jest tak światowe jak plaża z palmą i gromadką roześmianych czarnych gapiąca się w mały telewizorek i podziwiająca zmagania europejskich drużyn. Może im się pomyliło z Pucharem Narodów Afryki?



Ten niewiarygodnie wręcz amatorski i kiczowaty kawałek z durnym do bólu wyrostka robaczkowego tekstem został bez cienia żenady przedstawiony jako "oficjalna piosenka na EURO 2012".

Ze zdumieniem stwierdziłem, że internetowe głosy oburzenia na ten autentyczny badziew są jakieś takie niemrawe. A może to jakieś lekarstwo na polskie kompleksy? Byle nie wieś, wiocha, pole , rolnik. Murzyn lepszy, bo Polak od murzyna lepszy i bardziej cywilizowany, choć przeczy temu popularne w naszym kraju powiedzonko "100 lat za murzynami".

I tylko zgrzytają w tym wszystkim jeszcze nudne i jałowe maskotki, których wzornictwo graficzne nawet trudno komentować. Nikt o nich nie będzie pamiętać za rok po imprezie. Tu się rozchodzi raczej o ich imiona. "Slavek" i "Slavko" - nie dość, że po polsku brzmią bardzo pretensjonalnie, to jeszcze jest kwestia skojarzeń w najpopularniejszym na świecie języku.

Nikt się jednak w głosowaniu nie zorientował, że te imiona jakoś tak brzmią po angielsku mało dumnie. "Slave" to nic innego jak niewolnik. Polska i Ukraina jako niewyczerpane źródło taniej siły roboczej dla krajów zachodu widać sobie na takie "maskotki" zasłużyły. Dziwi jednak, że nikt się nie zorientował zawczasu jakie te zwyczajnie brzydkie i mało sympatyczne pokraki robią krajom gospodarzom promocyjne sepuku swoimi kuriozalnymi imionami.

W tym kontekście awantura o taką czy inną przyśpiewkę piłkarską schodzi na dalszy plan. Teraz już czekam tylko na rozpoczęcie meczów. Niech to się wreszcie zacznie, a potem skończy, żeby człowiek mógł wreszcie pomyśleć o czymś innym.



środa, 02 maja 2012
Hipokryzja miałkich polityków rodem z UE obrzydza już nie tylko zatwardziałych przeciwników eurosocjalizmu, ale i zwykłych obywateli. Jak potężne Chińczyki organizowały olimpiadę to się żaden szkopsko-austriacki parlamentarzysta nie zająknął ,że się nie godzi.

Jebał pies nędznych Tybetańczyków, straszny los pięknej Julki to jest rzecz, o którą trza twardo walczyć! Nie to, żebym pochwalał Janukowcza i jego metody rozprawiania się z opozycją, ale rzygać mi się chce na te apele bojkotu ukraińskiej części mistrzostw.

Pragnę niniejszym zakomunikować tępej polackiej masie, która ślini się na myśl, że EURO może być rozegrane tylko w Polsce: Nic takiego miejsca mieć nie będzie. To dzięki ukraińskiemu działaczowi - Surkisowi koncepcja EURO 2012 w tej zapomnianej przez Boga i ludzi części świata (Europie środkowo-wschodniej) zyskała szansę na realizację.

Odwracanie się od Ukrainy i to pod wpływem głosów z Niemiec czy Austrii jest podwójnie obrzydliwe. I ja nie kocham Janukowycza, ale pierdolonej dwulicowości polityków z żałosnej UE nie zdzierżę.

Jacy Ci germańscy potomkowie faszystowskich siepaczy są nieprzejednani wobec "niedemokratycznej" Ukrainy! Serce roście. W tym kontekście raz jeden mogę się podpisać pod wypowiedzią mdłego Bronka (czasowo dzierżącego rolę prezydenta RP). Albo polsko-ukraińskie EURO, albo żadne.

Mam taką małą historyczną analogię rodem z 1938 roku. Polska anektowała czeskie Zaolzie rączka w rączkę z Hitlerem, który w tym samym roku zajął czeskie Sudety. Wiedzą co było dalej niejakie tłumoki jeden z drugim, nawet te w historii bardzo niekumate .

Im bardziej teutońskie węże gardłują przeciwko Ukrainie tym bardziej mam ochotę pokazać im swoje blade, słowiańskie cztery litery. EURO to święto piłki, a nie szansa na promocję dla drugoligowców polityki byłych Państw Osi. 

Show must go on. Niech EURO się odbędzie i natchnie entuzjazmem 90 milionów obywateli nad Dnieprem i Wisłą. Niech tylko na te głupie 3 tygodnie. O Tymoszenko upomnieć się przyjdzie czas, ale to nie ten czas. Nie teraz.
piątek, 27 kwietnia 2012
Po 14 latach wraca sprawa zabójstwa Marka Papały. Ciekawe dlaczego właśnie teraz? W każdym razie zdumiewa jak słabym państwem jest III RP, która nie jest w stanie przez tyle czasu wyjaśnić sprawy, która dla organów ścigania winna być sprawą honoru. Nikt bezkarnie nie zabija policjanta, a co dopiero generała policji.

Zdumiewa niemrawość śledztwa i brak konkretów przez tak długi czas. Kolejne wątki, które podchwytywały media okazywały się ślepymi zaułkami. Dziś lansuje się tezę, że Papałę zamordował pospolity złodziej samochodów (no może nie taki całkiem pospolity bo uzbrojony i do tego gotowy tej broni użyć).

Jest jednak świadek, który twierdzi, że widział  z góry jak do Papały ktoś podbiegł i z bliskiej odległości wypalił mu prosto w głowę, po czym uciekł. Typowe zachowanie złodzieja samochodów, zwłaszcza takiego co gustuje w Daewoo Esperach.

Nie chcę wnikać w szczegóły, jest po necie mnóstwo ekspertów, którzy po swojemu kojarzą fakty. Mnie za to nasuwa się taka refleksja. W moim subiektywnym odczuciu odgrzebuje się sprawę Papały po to, żeby wmawiać opinii publicznej, że ważni ludzie też mogą zginąć w zupełnie niespiskowy sposób (a jakże - Smoleńsk się kłania). 

Nie ma tu nic do rzeczy, że ja osobiście w żaden zamach w Smoleńsku nie wierzę, pozostaje faktem fatalna jakość pracy najróżniejszych służb w III RP i ich wiernopoddańczość obecnej władzy. PO zaczyna poważnie się bać coraz większej grupy obywateli, którzy nie wierzą już w żadne słowo załganego do szpiku kości premiera i jego funkcjonariuszy.

Nie mam żadnej wątpliwości, że Papałę zamordowano na zlecenie. Musiał zaleźć za skórę komuś naprawdę ważnemu i nie żadnej tam mafii, bo gdyby tak było to by ją policja rozszarpała na strzępy.

Zastanawia też jak źle została potraktowana wdowa i córka po generale patrz: http://www.marekpapala.pl/komentarz_06-09-2008.html

To dziwi nawet mimo tego, że wiadomo jaka jest jakość instytucji publicznych w III RP. To są tylko poszlaki, nie chcę snuć żadnych teorii. Kogo niby miałbym oskarżać? Ale jak słyszę o tym "złodzieju samochodów" to mnie pusty śmiech ogarnia. Ok jest teoretycznie możliwe, że Ś.P. Marek Papała miał po prostu wielkiego pecha i się nadział jak najzwyklejszy Kowalski na uzbrojonego bandytę, który się połaszczył na jego auto.

Tyle, że ta teoria bierze w łeb już na starcie. To dlaczego ten złodziej nawet nie próbował zabrać tego samochodu? Bo się zorientował, że trafił na jakiegoś policyjnego ważniaka? I tak przez przypadek strzelił mu z bliska w głowę?

Ale co ja mogę wiedzieć? Upraszczam w swej amatorskiej bezczelności. Prokuratory wiedzą lepiej. Może za kolejne 14 lat wreszcie doczekamy się pozytywnych efektów ich pracy?


sobota, 14 kwietnia 2012
To już 100 lat. Jak ten czas leci. Piękna okrągła rocznica. Tematem interesuję się od dawna, znacznie dłużej niż od czasu sławetnego filmu Camerona. W 1985 roku francuska ekspedycja namierzyła w głębinach wrak "Titanica". W prasie zaczęło pojawiać się na ten temat sporo artykułów. Jeden, drugi, trzeci. Spodobało mi się. Zacząłem je wycinać i zbierać do zeszytu. Z tego co pamiętam w kilka lat zapełniłem tym 32 kartkowy zeszyt. Zeszyt nie dotrwał do naszych czasów niestety. Gdzieś przepadł.

A potem był film. No i legenda "Titanica" ożyła na nowo. Nie przypadkowo właśnie ta katastrofa pośród tysięcy innych katastrof stała się najsławniejsza, naj pod każdym względem. Wielki liniowiec, dziewiczy rejs, zatonięcie w niezmąconej najmniejszą nawet falą oceanie, ofiar też niemało, choć bywały katastrofy pod tym względem straszliwsze. No i statek tonął długo, bardzo długo. Zważywszy na rozmiar zniszczeń statek utrzymał się na wodzie niewiarygodnie wręcz długo. To dowód na kunszt inżynierów, którzy co prawda okrzyknęli "Titanica" niezatapialnym nieco na wyrost, ale przecież do uratowania kolosa zabrakło niewiele. Ot rozprucie poszycia było o te kilka metrów za długie i zalało 5 przedziałów miast dopuszczalnych 4ech.

O "Titanicu" można długo. To temat rzeka, niewyczerpane źródło inspiracji, że spójrzcie na mój wcześniejszy wpis. Piosenek jest tylko za mało, albo ja o nich nic nie wiem. Czyżby tylko Lady Pank i Celine Dion uwieczniły po wsze czasy tragedię "Titanica" na listach przebojów?

No dobra. Przejdźmy do sedna. Chciałbym się dzisiaj w tę wyjątkową noc pozastanawiać jak to się stało, że w tak komfortowych warunkach (tj. długi okres tonięcia i idealnie gładka powierzchnia oceanu) liczba ofiar przekroczyła 2/3 ogólnego stanu pasażerów. Zawsze mnie to frapowało. Niby mamy zestaw przyczyn, które widać na filmie dość wiernie oddającym sytuację na pokładzie i pod nim podczas zanurzania się "Titanica" w odmętach Atlantyku. W owym roku 1912 podział na klasy społeczne był jeszcze bardzo silnie zaznaczony, byli pasażerowie mniej i bardziej wartościowi. Podział na klasy I, II i III oznaczał podział nie tylko na tańsze i droższe kajuty, czy wyszynk, ale konkretne miejsce w hierarchii społecznej  także poza pokładem "Titanica". Ci najmniej znaczący byli ulokowani nisko pod pokładem, tak zupełnie dosłownie bliżej dna. Jak zaczęło się do środka nalewać to i lodowaty, kwietniowy dotyk Atlantyku dosięgnął w pierwszej kolejności biedotę.

Sporo potopił zanim zdążyli poczuć torturę śmierci na skutek hipotermii. Kolejny czynnik to fatalna postawa załogi, która była skupiona miast na jak najefektywniejszym i najszybszym zapełnieniu szalup, na dzieleniu pasażerów wedle płci, wieku czy klas. Takie były czasy. Nie było procedur ewakuacyjnych. I szalup też było za mało. To wiadomo. Tyle, że szalup nominalnie powinno starczyć dla co najmniej połowy pasażerów, a zdążyło doń wsiąść raptem 700 z 2200.

Pytanie w takich sytuacjach jest takie: co ja bym zrobił gdybym był pasażerem 3ciej klasy, dostał się na pokład już wtedy gdy wszystkie szalupy zostały zwodowane, a dziób Titanica był już całkiem pod wodą. Patrząc czysto racjonalnie - trzeba było by się porozglądać za czymś w miarę dużym i drewnianym. A to drzwi jakieś wyrwać, a to ławkę. Rzucić do wody i skoczyć za tym czymś, byle by nie tkwić zanurzonym w wodzie o temperaturze góra 4 stopni co musi spowodować śmierć w ciągu kilkunastu, góra 30 minut. Niełatwa decyzja wszakże. Lodowata woda i tłum spanikowanych ludzi, którzy mogliby rzucić się za nami, i zacząć bezwzględnie walczyć o miejsce na tym kawałku drewna.

Czyli decyzja o pozostaniu na pokładzie "Titanica" choć zdaje się na zdrowy łeb bardzo ryzykowna, w jakimś sensie była racjonalna. Filmowi Jack i Rose właśnie tak zrobili i zetknęli się z paraliżującym zimnem słonej wody w ostatniej chwili. Rose zdołała utrzymać się na kawałku dryfującego drewna, Jack już nie dał rady na to się wgramolić no i zamarzł.

Jeszcze do niedawna miałem wrażenie, że ja człek współczesny, zimnokrwisty, logicznie myślący dałbym radę z takiej kabały się wykaraskać, ale im dłużej o tym myślę, tym bardziej zdaję sobie sprawę jak piekielnie trudną sprawą jest ewakuacja tak ogromnego statku. Casus "Costa Concordia" pokazuje co by się stało gdyby współczesny wycieczkowiec rozpruł sobie kadłub nie na płyciźnie, a na pełnym morzu. Poszłoby to na dno w kilkanaście minut, a liczba ofiar bez wątpienia procentowo byłaby większa niż w przypadku "Titanica".

Ten statek to był naprawdę cud techniki i marzy mi się, że kiedyś zbudują jego w pełni działającą replikę i będę miał okazję przepłynąć cały, ogromny ocean atlantycki w 4 doby czego nawet dziś żaden wielki, supernowoczesny wycieczkowiec nie jest w stanie dokonać.
Tagi: titanic
23:29, tokida
Link Dodaj komentarz »
piątek, 13 kwietnia 2012
Ja wierzę, oni lecą wciąż
Oni wciąż są w delegacji
i dolecą tam gdzie chcą
I wierzę w ich podniebny świat
A generał, który naciskał
do tej chwili na-ci-ska

Piękna stewardesa
niesie tacę swą
Poseł się potknął
wpadł twarzą w dekolt

Nieprawda, że już nie ma ich
oni lecą, tylko wolniej
tak jak płyną opary mgły
I nieprawda, nie znajdziecie ich
Tyle mil już przelecieli
Tyle przegadali dni

Dostojny urzędnik
Dziś przeciąga się
Gadka się klei
Wszyscy gadają - więc...
Nie przerywajcie tego!

Zostawcie Tupoleva
Nie zabierajcie go!
Go ciągle mgła owiewa
Oni gadają wciąż

Piękna stewardesa mruży oko i...
Dostojny urzędnik
zerka pod jej mini
Pozwólcie im śnić!

Zostawcie Tupoleva!!
Nie zabierajcie go!
Go ciągle mgła owiewa
Oni gadają wciąż

Niespadywalnie gadają
Nieosiągalnie nawijają
Nieosiągalny, niespadywalny sen

Zostawcie Tupoleva!!
Nie zabierajcie go!
Go ciągle mgła owiewa
Oni gadają wciąż

Zostawcie Tupoleva!!
Nie zabierajcie go!
Go ciągle mgła owiewa
Oni gadają wciąż


Nespadywalny sen...

Zostawcie Tupoleva!
Zostawcie Tupoleva!
Zostawcie Tupoleva! 
Zostawcie Tupoleva!


Czyż to co się teraz dzieje można jakoś inaczej skomentować? Rocznica Titanica podziałała mi na wyobraźnię. Piękną piosenkę o nim Lady Pank napisał. A kiedy powstaną przeboje smoleńskie?

Czy w refrenie nie powinien śpiewać Antoni Maciarewicz: "Jarosław! Jarosław!"

Ależ szczęście ma ten krętacz i oszust Donek. Z taką opozycją można partaczyć, kraść, mącić, zwodzić na potęgę a i tak utrzymać się przy władzy. Jak się popatrzy na obłąkane buzie Jarosława i Antoniego przebiega Ci lodowaty dreszcz po plecach i gotowyś zgodzić się na wszystko byle by Ci szaleńcy nigdy nie dostali brzytwy do łapek.

poniedziałek, 02 kwietnia 2012
...ten (podobno) na starość będzie skurwielem, ależ czy bardziej prawdziwe nie jest twierdzenie, że kto za młodu był socjalistą ten na starość będzie (tu do wyboru) złodziejem, nieudacznikiem, leniem, paranoikiem...

Wszakże ewolucja poglądów z wiekiem jest normalnym zjawiskiem. I ja zauważam w sobie pewną niebezpieczną fascynację pewnym lewicowymi sloganami. No bo przecież trzeba pomagać tym co chcą... Dzisiejsza gazeta.pl na przykład pochyliła się nad postulatami tzw. squotersów, którzy domagają się lepszego dostępu do mieszkań dla młodych.

Zabrzmiało fajnie. Młodzi chcę pracować, a kiedy pracy nie ma to muszą migrować, ale jak tu migrować jak ceny wynajmu mieszkań w takiej Wwie są obłędnie wysokie?

No i kiedy już miałem załkać nad biednym losem owej biednej młodzieży pomyślałem sobie znowu o wolnym rynku i zasadach jakie nim rządzą. Skoro ludzie płacą te "obłędne kwoty" za wynajem to są gotowi je płacić. Skoro są gotowi je płacić to wynajmujący za tyle sobie śpiewają ów wynajem.

Co tu jest kurde ciężkie do pojęcia? Jeśli nie będzie chętnych na mieszkania to ich ceny polecą na łeb na szyję. Skoro wciąż chętni są (pośród młodych a jakże też) to znaczy, że rynek, choćby w tym zakresie, działa.

Grupka lewackiej młodzieży, która myśli kategoriami chciejstwa, próbuje nam teraz wmówić, że "mieszkanie to dobro podstawowej potrzeby i się po prostu należy".

No jakże się nie zgodzić. Należy się. Ja jednak od lat wynajmuję mieszkania po cenach rynkowych. Narzekam często na ceny, ale płacę. Zarabiam i płacę. Ktoś tu kurwa płacić nie chce mydląc oczy jakimś "społecznym" trele morele.

Jak ma do tych tanich mieszkań dopłacać samorząd to ma dopłacać podatnik, czyli Ci, którzy i tak płacą za swój dach nad głową po cenach rynkowych. Nieźle co niektórzy chcą się urządzić. Najpierw idą na chujowe, denne studia kształcąc się na nikomu niepotrzebnych pedagogo-politologo-filozofo-pierdów, a potem muszą robić na umowach śmieciowych za kilka groszy. No to daj takim tanie mieszkanko skoro na takie za rynkową kasę ich nie stać.

Musi być mieszkanko z wygodami bo przeca Pan magister, a nawet licencjusz byle gównem się nie zadowoli.

No i sami widzicie. Chciałem się pochylić nad tym socjalistycznym skamleniem, ale ostatecznie mi się nie udało. Nikomu nic się nie należy. Trzeba pracować, robić coś społecznie użytecznego, zarabiać i żyć tak na ile nas stać. Pomagać można tylko tym co naprawdę mieli pecha, ręce i nogi im odjęło, rodzina pomarła, etc.

Do squatersów mam jedną prośbę: Odpieprzcie się od pieniędzy podatników! Ruszcie dupy i sami zacznijcie uczciwie zarabiać, żeby przekonać się jak drogo kosztują takie wymysły jak Wasze. Ktoś zabiera jednym, żeby karmić wymysły drugich.

Choćby się człowiek zesrał i spocił na różowo to i tak lepszego systemu od wolnorynkowego nie wymyśli. Jedyne co trzeba postulować to to, żeby się w niego politycy jak najmniej wpieprzali. Lewactwo trzeba tępić jak wściekłą zarazę. 

No i popatrz. Za dzieciaka kochałem korwinowe idee i z wiekiem niewiele mi się zmienia. Może choć tyle mojego, że na nagrobku wyryją mi, że byłem konsekwentny.


sobota, 03 marca 2012
Kto jak kto, ale ja doskonale rozumiem co to znaczy być wkurzonym, rozgoryczonym i niezadowolonym na władzę. Tak to już jest, że na świat spoglądamy przez pryzmat swoich doświadczeń, a nasza ocena sytuacji ogólnej jest ściśle powiązana z naszą osobistą sytuacją. I tu docieramy do wydarzeń, które mają obecnie miejsce w mojej rodzinnej Ostródzie. Grupka ludzi, którzy nie mogą się pogodzić z wyborczą porażką postanowiła wykorzystać pretekst jakim stała się sprawa likwidacji SP nr 5 by wszcząć ogólnomiejską awanturę o referendum o odwołanie burmistrza.

Szczególnie obrzydliwy jest kontekst tej sytuacji. Oto szkaluje się człowieka, który jest ceniony w całym województwie  za skuteczność w pozyskiwaniu środków unijnych i bezprecedensowy rozwój miejskiej infrastruktury turystycznej i sportowej. Ci pseudopatrioci lokalni opluwają to co napawa ogromną większość Ostródzian dumą - najnowocześniejszy stadion piłkarski w regionie.

Ta banda sfrustrowanych i pełnych złej woli osób postanowiła wykorzystać do swoich brudnych gierek emerytów, bezrobotnych, ludzi biednych, którzy nie radzą sobie w życiu. Nietrudno jest takim osobom wmówić gdzie leży przyczyna ich niepowodzeń zwłaszcza jeśli przekonuje się ich, że to nie oni sami decydują jak powinno wyglądać ich życie, a rzekomy winowajca niskich zarobków, emerytur, braku ofert pracy jest tuż obok.

Rząd w Warszawie jest daleko, jeśli się wyżyć na jakiejś władzy to tej lokalnej! Jest pod bokiem i nie trzeba się wykosztowywać na bilet i tracić całego dnia, a tak się poawanturuje na miejscu i można po wszystkim wrócić na obiadek do domu.

Chcę podkreślić, że rozumiejąc złość i niezadowolenie ludzi, zupełnie się z nimi nie utożsamiam bo po pierwsze blokowanie drogi Bogu ducha winnym użytkownikom DK 7, 15 i 16 i atakowanie kogoś kto naprawdę ciężko i uczciwie pracuje dla dobra miasta, w którym żyją to czysty debilizm.

Przerzucanie na burmistrza odpowiedzialności za ogólną złą sytuację gospodarczą, kiepską kondycję wielu lokalnych firm jest niedorzeczne. Pokazuje tylko tępotę umysłową i całkowitą bezrefleksyjność osób, które nie rozumieją najbardziej podstawowych rzeczy, np. nie wiedzą jaka jest różnica między podatkiem lokalnym, a podatkiem odprowadzanym do budżetu Państwa.

Wyjdą tacy ignoranci na ulicę i krzyczą, że podniesienie podatku od nieruchomości, cmentarnego czy cen biletów MPK wpływa źle na kondycję ostródzkich firm! Jaki to jest procent kosztów firm? A gdzie VAT, ZUS, podatek dochodowy? 

Ci pikieciarze niech się skrzykną z innymi "oburzonymi", których jak Polska długa i szeroka jest pełno i ruszą na stolicę. Wtedy sam się do nich przyłączę. To tam jest źródło większości bolączek Polaków.

Awantura ostródzka to typowy przykład cynicznej politycznej gry. Wykorzystuje się zupełnie niezależne od samorządu wydarzenia jak zwolnienie grupowe w "Morlinach" do obrzucania błotem tych, którzy najmniej na to zasługują. Pluje się jadem na tych, którzy robią, którzy coś budują, dodają nową jakość. Ci którzy tak desperacko mącą sami nie mają nic do zaproponowania. Nic nie zbudowali, nic nie stworzyli konstruktywnego. Chcą tylko dorwać się do samorządowej władzy, która, jak im się zdaje, jest swoistym eldorado.

Mało są konsekwentni Ci protestujący. Z jednej strony biadolą nad kiepską kondycją zadłużonego budżetu, z drugiej bez cienia zażenowania gardłują za dalszym finansowaniem przez miasto generującej ogromne koszty szkoły. Za nic mają argumenty o niżu demograficznym i pewnych nieuchronnych procesach, które dotykają prowincjonalne miasteczka w całym kraju. Ogromna skala emigracji i niski przyrost naturalny zrobiły swoje. Szkoły likwiduje się masowo.

Ale dla kogoś kto jest roszczeniowo nastawiony do życia żaden to argument, że koszt nauki jego dziecka jest zdecydowanie wyższy niż w innych ostródzkich szkołach. IM SIĘ NALEŻY! Bo szkoła była, jest i być musi po wsze czasy!!! Jakim kosztem to takie tam drobiazgi się ma w dupie. A jak burmistrz w trosce o ogólnomiejski budżet zechce tu coś wtrącić to się go zmiesza z błotem. Ja dowożę swoje dzieci codziennie 7 km do szkoły. Cieszę się, że nauka jest bezpłatna i do głowy mi nie przychodzi, żeby domagać np. jeszcze bezpłatnych dowozów. To kwestia mentalności i kultury.

Najniewdzięczniejsza to robota pod słońcem to burmistrzowanie. Mój ojciec poświęcił dla samorządowej, ukochanej pracy wszystko, cały czas, zdrowie i nerwy. Walczy o dobre imię swojej małej ojczyzny, konsekwentnie pracuje na dobrą markę Ostródy, dzięki umiejętności dobrej współpracy z mediami. Zyskał wielu przyjaciół, ale i wrogów, tak to jest jak się piastuje eksponowane stanowisko. Okazuje się jednak, że najgorszy wróg siedzi wewnątrz.

Ta banda politycznych szkodników, choć cisną mi się na usta mocniejsze słowa, szydzi z wielkich inwestycji, które samorząd ostródzki realizuje nad brzegiem Jez. Drwęckiego. Oprócz stadionu, bezpardonowo atakuje się amfiteatr i fontannę choć te obiekty wciąż jeszcze są w budowie i nie miały szansy obronić się przed mieszkańcami miasta i dowieść, że są potrzebne i funkcjonalne.

Całkowite niezrozumienie tego w jaki sposób działają fundusze unijne spowodowało, że część ludzi uwierzyła, że za te same pieniądze można było zmodernizować instalację deszczową na 11 listopada czy nawet zbudować wiadukt. NIE MOŻNA BYŁO. MOŻNA BYŁO NIE ROBIĆ W ZAMIAN NIC. 

Troska o budżet miasta to zacna sprawa, ale trzeba pamiętać ile miasto zyskało za te 50 mln długu - inwestycje rzędu 300 mln. I co? Nie warto było?? Fundusze unijne nie będą trwały wiecznie. Ten kto ma odwagę i śmiałe plany w tym wyścigu wygrywa.

I ludzie i firmy, a nawet miasta muszą się w czymś specjalizować. Profil Ostródy jest wyraźnie zarysowany. To miejsce gdzie w sezonie turystycznym bardzo dużo się dzieje, jest gdzie zjeść, czego posłuchać i gdzie się pobawić. To w najbliższej przyszłości będzie ogromnym atutem miasta. To wygnereuje nowe miejsca pracy, ale nie dla każdego rzecz jasna! Jak ktoś jest na bezrobociu 10 lat, zbija bąki, ma skończoną zawodówkę czy nawet technikum i nie zna języków to czego oczekuje?! Nowej fabryki? Nawet gdyby ją zbudowali, to co miałby w niej robić? 

Inicjatorzy tej akcji, Ci mali, zapienieni ludzie zamiast wesprzeć lokalną władzę i skupić się na tym by miasto dalej dynamicznie się rozwijało postanowili wszystko rosadzić. Bajdurzą o jakichś inwestorach, wielkich fabrykach co miałyby się ulokować pod miastem i dać każdemu (nieważne czy ma kwalifikacje, chęć do pracy, czy nadużywa alkoholu) etat.

Zaraża się tymi mrzonkami nieświadomych niczego bezrobotnych. A jedyną nadzieją dla nich jest przekwalifikowanie się. Tak Wam Lubawa się podoba? Co za problem tam dojeżdżać do pracy?? Jest blisko. To Wam burmistrz ma jeszcze fabrykę koło domu postawić???

Ale zaraz... Jakby miał taki zakład duży powstać to przecież w sąsiedztwie dopiero by się nieludzki wrzask podniósł. Ciekawe czy "mózgi" tej referendalnej hucpy jakby przyszło co do czego wyraziły zgodę, żeby im taki "Kronospan" postawił kominy tuż pod oknami ich mieszkań czy domów???

Póki się pieprzy o jakichś ogólnikach wszystko brzmi fajnie. Problem protestujących to całkowity brak konkretów i sensownych pomysłów. Burmistrz Dąbrowski ma tę ogromną nad nimi przewagę, że juz bardzo wiele zrealizował, wiele realizuje i ma jeszcze więcej planów (KONKRETNYCH i MOŻLIWYCH DO ZREALIZOWANIA) na przyszłość.

Zachęcam do rzeczowej dyskusji. Nie jest tak, że ojca wspieram zawsze i we wszystkim. W kwestiach politycznych i społecznych jest między nami wiele istotnych różnic. To trudny człowiek w relacjach, ale nie zasługuje na ten cały żałosny spektakl, który się mu funduje.
czwartek, 23 lutego 2012
Dziś tematyka społeczna. Psie gówna. W cywilizowanym świecie temat dawno rozwiązany. Ja sobie żyję na południu Hiszpanii i tu na zadupiu Europy, w pewnym małym miasteczku czuję się w tym zakresie jak w Polsce. Znaczy się chodniki są dokumentnie zasrane przez kudłate, czterołape, ogoniaste bydlaki, które opróżniają swoje jelitka gdzie popadnie bez żadnej kontroli.

Tak się składa, że psie gówno zalega regularnie i bezwstydnie na chodniku przed moim mieszkaniem jak i szkołą do której wożę dzieci. Mimo wzmożonej ostrożności, albo ja, albo moje dzieci regularnie wdeptujemy w tę obrzydliwą, mazistą, śmierdzącą substancję, pozostałość po miłości jakiegoś debila homo-sapiensa do posiadania "najwierniejszego z przyjaciół".

Idzie taki dwunożny, człowiekowaty kretyn eksponując swoją radość z obcowania z czterołapym, cuchnącym sierściuchem. Jest miło, słonecznie. Taki spacer dla zdrowia homo sapiensa jest korzystny. Kudłaty zasraniec towarzyszy człowiekowi. Celem owej wycieczki nadrzędnym jest właśnie to by ów chodzący przewód pokarmowy pozostawił za sobą to co jego żołądeczek i jelitka strawiły.

Gówniane gówno pac za pacem pada sobie na betonową powierzchnię chodnika ku uciesze debila - człowikowatego, który może zaplanować po tym doniosłym akcie powrót ze spacerku. 

Piesek z homo sapiensem wracają do domku, a psi stolec zalega na chodniku przez dni naście co najmniej. Nawet hiszpańska wilgotność i ostre słońce nie są w stanie zneutralizować tego czegoś szybciej.

Jako, że taki perro sra minimum 2 razy na dzień ilość gówna się kumuluje o ile rozrzut z jego psiego odbytu nie jest dostatecznie duży.

Dochodząc do sedna tej niewesołej śmierdzącej rozprawki przychodzi na myśl szukanie jakiegoś rozwiązania. Problemem jest, że większości ludziom tutaj zbytnio nie przeszkadza to, że inni ingerują tak bezceremonialnie i obrzydliwie zarazem we wspólną przestrzeń.

Widzę w Internecie, że z wolna w Polsce sytuacja się zmienia. Gówniany terror pseudo miłośników psów musi się w końcu skończyć. W Polsce jest jeszcze gorzej bo po śnieżnej i mroźnej zimie trawniki w gęsto zaludnionych i zapsionych obszarach przypominają kloakę. Trawa na nich objętościowo rzadziej występuje niż gówno.

Nie chce mi się już apelować o edukację i wpływanie na mentalność. W tym akurat zakresie jestem zwolennikiem najbardziej brutalnych, administracyjnych rozwiązań i nie stoi to w sprzeczności z wyznawanymi przeze mnie poglądami. Granicą naszej wolności jest sfera zajmowana przez innych ludzi. Właściciele psów, którzy nie usuwają gówien swoich milusińskich ze wspólnej przestrzeni drastycznie naruszają sferę wolności innych ludzi - wolności stąpania po czystych chodnikach i trawnikach chociażby.

Jedynym remedium są bardzo wysokie mandaty (od 500 zł w górę), a za recydywę nawet 10krotność tego, nakładane przez patrole straży miejskiej, reagowanie na donosy, wlepianie kar na podstawie filmików nagranych z ukrycia. Brzmi niemiło, ale to akurat sfera gdzie takie działania są w moim odczuciu usprawiedliwione.

Nie ma bardziej morderczych uczuć niż te które żywię do właściciela psa, w którego gównie upieprzyłem sobie buty czy spodnie. Trudno non stop patrzeć pod nogi, mam prawo oczekiwać, że idąc po chodniku nie spotka mnie co krok jakaś wstrętna przeszkoda.

Wbrew temu co pewnie niektórym się wydaje po przeczytaniu powyższego tekstu lubię zwierzęta w tym psy, ale to stworzenia, które wymagają wielkiej odpowiedzialności. Byle debil nie powinien mieć psa. Pies to zobowiązanie i minimum rozsądku. Równie rozsądna jest rezygnacja z psa jeśli wiem, że nie mam ochoty biegać z nim 3 razy dziennie po okolicznych trawnikach tylko po to by je mój ulubieniec zafajdał czy zaszczał.

Mam na razie na swoim małym osiedlu do przeprowadzenia małą krucjatę. Nie jestem pieniaczem, ale miarka się przebrała. Codziennie świeże gówno na chodniku tuż przy parkingu to prawdziwy koszmar. Jak dorwę na gorącym uczynku drania to mnie popamięta. I nie psa mam tu na myśli rzecz jasna.




wtorek, 21 lutego 2012
Dawno nic mi się nie śniło, a przynajmniej nie bardzo pamiętam co. Sny niosą znaki, ale kto je zinterpretuje? Trza się zdać na intuicję bo czy i można zawierzyć domorosłym nostradamusom? Co ostatnio zapamiętałem ze swoich snów? Nie pamiętam. Czy biegłem, czy stałem, czy niosłem, czy mnie nieśli, czy spadałem. Nie pamiętam. A chciałbym śnić. Byleby coś inspirującego, frapującego. Ostatnio nic. Co ciekawe nigdy mnie się nic politycznego nie śniło chyba, choć polityką pochłonięty w dużej mierze jestem.

Ale to dobrze. Chyba?

Nadstawię ucho, oka i umysła by wychwytywać to co nie materialne lepiej, a tymczasem...


Jamnik niosący w zębach sześciopak "Żywca" - zaimprezujesz, będziesz pijany, wydasz dużo, ale po wszystkim będziesz czuł się tak samo mały i zakompleksiony jak i przed;

Irański minister spraw zagranicznych je obiad z Twoją babcią - farsz od pierogów stanie Ci na żołądku;

Bracia Golec z Adamem Małyszem pijący przez słomkę Cola-Cao - spadniesz ze schodów, połamiesz sobie coś, albo i nie;

Bezzębny Talib fikający na Hula-Hopie - odwołają Twój lot jeśli miałeś lecieć, a jeśli nie miałeś to możesz mieć to w dupie;

Beatyfikacja Misia Kolargola - grozi Ci niedostateczny z chemii, jakkolwiek to rozumieć;

Ostry sex z samicą muflona w kasynie - obcy wywiad posądzi Cię o współpracę z innym wywiadem - jeszcze bardziej obcym;

Obgryzanie etykiet z szamponu przeciwłupieżowego - Steven Segal nakręci kolejny film w Polsce;

Pies który jeździł koleją - nowy rozkład jazdy PKP będzie...?

Rozbita butelka "Żywca" na tropikalnej plaży - What????



Śpijcie. Śnijcie. Interpretujcie. Aby do przodu.




 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 25